RSS Nasze Miasto Racibórz

Przedsiębiorczy samorząd

Felietony

Odpoczywając od Europy

Dawid Wacławczyk

W poszukiwaniu prawdziwej wolności!

No, i mini-wyprawa do Kambodży, Laosu i Tajlandii za nami. "Mini" - bo trwała tylko 3 tygodnie i podróżowaliśmy w składzie 4-osobowym, a "Wyprawa" - bo choć nie była to mrożąca krew w żyłach ekstremalna podróż, pełna desperackich wyczynów godnych podziwu, to jednak podróżowaliśmy całkiem samodzielnie, od czasu do czasu zapuszczając się w interior, w miarę możliwości uciekając od głównych szlaków, zdając się na otwartość świata, przychylność losu i pomyślne wiatry...

Podczas 3 tygodni wydarzyło się tak wiele, że nie sposób opisać wszystkiego w kilkunastu zdaniach. Zatem, ze względu na charakter portalu Naszego Miasta, chciałbym podzielić się z Wami kilkoma refleksjami natury społeczno-politycznej.

Po co jeździć do Azji?

Połowa podróżników udających się do Azji po raz pierwszy jedzie po duchowe oświecenie, z chęci zobaczenia Tybetu na własne oczy, zrozumienia "ducha Indii", rozwinięcia tężyzny duchowej itp. I słusznie! Bo choć rzeczywistość azjatycka odbiega nieco od obrazów takich jak "7 lat w Tybecie", czy "Mały Budda", to jednak przysłowie mówiące o tym, że dzieląc dary Bóg zdecydował, że Zachód dostanie bogactwo i wnikliwy umysł, a Wschód siłę ducha i szczęście - ma w sobie wiele prawdy...

Religia na Wschodzie nie jest zamknięta w świątyni, uprawiana raz w tygodniu przez godzinę i codziennie przez 5 minut, na krótko przed snem. Religia na Wschodzie obecna jest na każdym kroku, w każdym miejscu, od rana do wieczora. Nie znaczy to oczywiście, że cała Azja pogrążona jest w nieustannym stanie zadumy, medytacji i sacrum, a wszyscy Azjaci są niezwykle dobrymi ludźmi. Ludzie na całym świecie są tylko ludźmi. Nawet w Azji nie można liczyć na cuda (chyba, że gospodarcze!). Europejskich "pielgrzymów" liczących na wyjątkowe uniesienia duchowe zbija z tropu widok buddyjskiego mnicha z kurczakiem i papierosem w ręku, świętego męża Sadhu pozującego turystom do zdjęć za 10 rupii, czy sikha w tradycyjnym turbanie opychającego się hamburgerami z "McDonalda". Ale za to z drugiej strony w Azji nikogo nie dziwi ołtarzyk umieszczony w kasie dworca kolejowego, domek dla duchów stojący przed zachodnim bankiem, pocztą czy szkołą ani fakt, że urzędnik w chwili wolnej od pracy wykonuje pokłony, pali kadzidła i odprawia modły. Rozdzielność państwa od kościoła to w Azji zjawisko kompletnie niezrozumiałe. Poseł, który publicznie domagałby się w Azji zdjęcia symbolu religijnego znad marszałkowskiego fotela, najprawdopodobniej zostałby uznany za chorego psychicznie. A posłankę Senyszyn przepraszającą za Kościół skierowano by na przymusowe leczenie lub oczyszczającą głodówkę. Minimum miesięczną...

Nie tylko po zdjęcia...

Podróżnicy, którzy do Azji jadą po raz kolejny, zazwyczaj zainteresowani są nie tyle możliwością szybkiego "uduchowienia", które oferuje im ten kontynent (vel. karma-cola), co raczej rzeczywistym jej dotknięciem, powąchaniem, zobaczeniem. Piękno azjatyckiej architektury i bogactwo natury tego kontynentu jest dla nas egzotyczne, inne, nieznane - a przez to właśnie bardzo interesujące. Azja jest bardziej pierwotna, mniej zniszczona, mniej betonowa (no, może poza Chinami, Singapurem i częścią Indii), za to bardziej otwarta, prostolinijna, szczera. Ma w sobie pewne specyficzne piękno, którego nie można opisać słowami, a które dostrzegają tylko Ci, którzy jadą tam po coś więcej niż zrobienie sobie zdjęcia na tle Taj Maralu, na szczycie Angkoru, na grzbiecie słonia, bądź z tygrysem w tle...

Umiejętność zachwycania się azjatycką codziennością i chęć obserwacji zwyczajnych czynności życiowych, umiejętność pozbycia się strachu przed niedociągnięciami sanitarnymi, wyzbycie się europocentrycznego patrzenia i porównywania wszystkiego ze wszystkim - to zabiegi niezbędne przed rozpoczęciem azjatyckiej przygody...

Jak zachwyca, skoro nie zachwyca?

Jednak tym razem chciałem napisać o czymś zupełnie innym. Mianowicie o tym, że do Azji dobrze jest pojechać po to, by przyjrzeć się... Europie. Europie, europocentryzmowi, sobie samemu i wartościom takim jak demokracja, wolność, wolność gospodarcza, kapitalizm czy generalnie "rozwój". W wartości te święcie wierzymy, tkwiąc dodatkowo w błędnym przekonaniu, że oto Pan uczynił z nas wybrańców, pozwalając mieszkać w bezpiecznej Europie, chodzić do wolnych wyborów i spać bezpiecznie i spokojnie. Otóż, rzeczywistość nie jest wcale tak prosta i oczywista. Dlaczego? Dlatego, że po doświadczeniach azjatyckich, nie umiem sobie do dziś odpowiedzieć na proste pytanie:

Skoro w Europie mamy prawdziwą demokrację, prawa człowieka, wolność słowa i normalny kapitalizm, a w Azji mają na przemian komunę, dyktatorów, ewentualnie monarchię, zamachy stanów, rządy wojska itp. .... to dlaczego w Azji można prawie wszystko, a u nas nie można prawie nic?

Dlaczego w Azji nie ma bezrobocia?

Bo wszyscy pracują. A dlaczego pracują? Po pierwsze: bo chcą! Pracowanie w celu zdobycia jedzenia (motoru, domu) to naturalny odruch ludzki. A po drugie - i najważniejsze: pracują, bo mogą! Każdy może wyjść na ulicę, usiąść na chodniku i zaoferować swoje towary bądź usługi. Bardziej obyty sprzedaje bilety na samolot i ma tuk-tuka, a mniej obrotny sprzedaje sok z trzciny palmowej i oferuje np. zaplatanie warkoczy. Każdy, kto chce, grilluje na ulicy zerwane z drzewa banany, albo kurczaki, które dla zapewnienia prawdziwej świeżości - siedzą za grillem w koszyku - czyli są przechowywane w najzdrowszej, nieprzetworzonej formie (żywe).

Jeśli ktoś zamierza wszczynać jałową dyskusję w stylu "a co z chorymi i starymi, nie każdy przecież może pracować...?" to uprzedzam odpowiedź. Zajmują się nimi rodzina, sąsiedzi, przyjaciele i znajomi. W skali makro, zajęcie się starym i chorym sąsiadem jest tańsze niż utrzymywanie domu starców, w którym po pierwsze ktoś musi pracować, po drugie ktoś musi nad tym pracującym sprawować nadzór kierowniczy, ktoś musi zarządzać pieniędzmi szpitala, urządzać konkursy, przyjmować ludzi, brać łapówki itp. Tego nadzorującego trzeba oczywiście sprawdzić w województwie i stolicy, zapewnić szkolenia, zwroty kosztów dojazdu na te szkolenia itd... Nie, nie - takie idiotyzmy dzieją się w Europie. W Azji nie ma na taką ekstrawagancję i teatrzyki czasu i pieniędzy. Azja jest biedna i nie wydaje pieniędzy na bzdury. Schorowany dziadek siedzi sobie pod palmą nad koszem pomarańczy i usiłuje je sprzedać. Jak nie sprzeda - nie ma sprawy. Przynajmniej widzi co się na świecie dzieje, pogada z sąsiadami, przypilnuje dzieci, a wszyscy sąsiedzi mają go na oku. Państwo nigdy nie będzie ani mądrzejsze, ani bardziej wydajne, ani na pewno tańsze od swoich obywateli...

Prawdziwa wolność gospodarcza!

Prawdziwa wolność gospodarcza nie polega wcale na tym teatrze, jaki mamy w Europie, gdzie o sukcesie nie decyduje wcale jakość pracy i idący za nią pieniądz tylko gąszcz niezrozumiałych przepisów i dobra wola urzędników z sanepidu, pipu, urzędu ochrony konsumenta, wydziału gospodarki, inspektoratu wydającego pozwolenia, zezwolenia, wpisy, koncesje itp. A w Azji?

Chcesz kupować jedzenie na ulicy ryzykując biegunkę albo amebę? Nie ma sprawy - to twoje zdrowie, twój żołądek i twoje pieniądze. I one są święte! Nic do nich królowi, urzędom i władzy ludowej. Chcesz jeździć samochodem, który może się w każdej chwili rozpaść? Nikogo to nie rusza. Poza Tobą oczywiście. W końcu to Ty wozisz tam siebie i swoją rodzinę. Nie chcesz ryzykować - kup droższy. Albo siedź w domu. Jak wolność to wolność!

Kiedy w Laosie wypożyczyliśmy motocykle, nikt nawet nie zapytał nas o prawo jazdy. Kiedy zapytałem, czy muszę mieć na głowie kask i czy policja nie będzie mnie ścigać za jego brak, właściciel popatrzył zdziwiony i powiedział: "człowieku, to twoja własna głowa, a nie głowa policjanta".

W Azji możesz na swoim motorze wozić po 4,5,6 osób. Tyle, że jak będziesz miał wypadek, to połamiesz od razu 6 ludzi. Wszyscy jeżdżą więc po 30 km na godzinę. Przeładowani, ale względnie bezpieczni. I kraj się rozwija...

Chcesz mieć tanio i niewygodnie? Spoko. Twoja kasa, twoje zdrowie, twoje święte prawo do zrobienia sobie krzywdy! W Polsce tymczasem ludzie biedni nie mogą handlować na ulicy niczym co znajdą w lesie, jeśli nie mają założonej firmy. Nie mogą sprzedawać grillowanej kury, jeśli nie mają 5 lodówek i kranu z bieżąca wodą. Nie mogą oferować swoich usług, jeśli nie są gdzieś zarejestrowani, sprawdzeni, skontrolowani i opisani. Brzmi jak opis tyraństwa? Dziś nazywa się to "troską o konsumenta". W Europie lepiej, żeby nie działo się nic, bo wszystko ma jakieś mankamenty. Tutaj kurczakami nikt się co prawda nie zatruje, (co oczywiście jest bzdurą, bo największe zatrucia zdarzają się w tych przebadanych kuchniach za miliony złotych), ale za to mamy rzeszę 2 milionów bezrobotnych, z którymi nie wiadomo co zrobić! Europa da się lubić... za swoją bezdenną głupotę?

A w naszej demokratycznej, rozwiniętej i bezpiecznej Europie?

W naszej kochanej Europie, jako przedsiębiorca nie mogę sprzedawać we własnym pubie domowego ciasta, jeśli moja mama nie może mi za nie dać faktury, nie ma osobnego pomieszczenia na mąkę i jajka, 3 zlewów i pomieszczenia socjalnego. To państwo jest mądrzejsze ode mnie i zakłada, że tylko czyham na to, by przy każdej możliwej okazji otruć własnych gości. Nie mogę im polać domowej wiśniówki, a w to, że chcę utrzymywać w lokalu czystość (to się przecież opłaca, bo do czystego lokalu przyjdą bogatsi goście niż do brudnego kuflolota), nikt nie wierzy. Nie mam czysto, jeśli tego, że nie odwiedzają mnie szczury nie mam odnotowanego na odpowiedniej kartce. Nikt nie wierzy w to, że dbam o jakość oferowanych produktów, jeśli między zamkniętą wódką a zamkniętymi lodami nie mam w zamrażarce metalowej przegrody, a kosze na śmieci nie mają pokrywki (które po zamontowaniu będą oczywiście wiecznie brudne...) I to ma być wolność gospodarcza? To jest dom wariatów, który nie eksplodował tylko dlatego, że Polacy dużo piją i przez to dużo potrafią znieść, a panie, które pracują w raciborskich urzędach mają dobre serce, zachowują trzeźwy umysł i świadomość absurdu, w którym przyszło im pracować... Gorzej z niektórymi (podkreślam słowo: niektórymi) urzędnikami. Ci mają swój świat, swój film i złudzenie nieograniczonej wszechwładzy... nad całą klatką schodową, w której zresztą nikt ich nie kocha...

Dwa dni temu stałem w nocy w kolejce po zapiekanki na krakowskim Kazimierzu. Kolejka na 20 osób, a Pan właściciel przychodzi o drugiej i zamyka okno, przepraszając słowami: "przepraszam, ale dostaliśmy zezwolenie na handel do drugiej, pod warunkiem, że nie przedłużymy ani o minutę". Zamach na wolność handlu, zamach na demokrację, zamach na kapitalizm i zamach na mój własny żołądek! W Azji możesz jeść i pić kiedy tylko masz na to ochotę i kiedy właściciel ma ochotę Ci coś sprzedać. A na szczęście - zawsze ma ochotę! I ani komunistyczny rząd, ani król, ani żadna władza lokalna nie usiłują mu tego zabronić. Bo jak zarobi, to nie będzie musiał kraść czy żebrać. Proste i logiczne? Nie w Europie...

Pytamy, stojąc na głowie...

Dlaczego więc nasze europejskie wartości są takie strasznie "wielkie"? I dlaczego jesteśmy z nich dumni głównie w czasie lekcji w liceum, na kursach i szkoleniach europejskich, czy podczas wystąpień różnej maści polityków? Dlatego, że od tej całej europejskości, demokracji, certyfikatów bezpieczeństwa, pielęgnowania wartości i radości z poziomu osiągniętego rozwoju - nie zauważyliśmy, że stoimy na głowie! I wcale nie rządzimy sami sobą, tylko rządzą nami jacyś sfrustrowani, smutni panowie z ministerstwa czy innego urzędu, niedouczeni ustawodawcy i urzędnicy wyższego szczebla, którym rutyna myślenia paragrafami i wytycznymi odebrała zdolność normalnego myślenia. Nie zauważyliśmy, że nie mamy tu żadnej wolności gospodarczej, tylko rządy urzędów, inspektorów, sanepidów i strażników wszelkiej maści. Że pomimo tego, iż niemal 100% naszej populacji umie czytać, pisać i myśleć, to na amerykańskim mydle trzeba pisać, że nie służy do jedzenia, a nad zlewem w swoim pubie trzeba sobie powiesić instrukcję mycia rąk. Że ochrona konsumenta sprawia, iż zakładamy, że większość naszych bliźnich to niepełnosprawni umysłowo kretyni bez mózgu, węchu i wzroku, którzy bez poręczy na wysokości 1,23 metra najpewniej spadną z balkonu, albo nie poradzą sobie z wytarciem rąk po wyjściu z toalety, jeśli nie powiesimy im odpowiedniej instrukcji...

"Telewizja kłamie!"- powtarzano przed 20 laty. W tej materii nic się nie zmieniło. Kłamią media, politycy, szkoły, uczelnie i policja. Tyle, że tak naprawdę, to czasami zaczynamy okłamywać się sami. I to jest najbardziej niebezpieczne. Żeby to w porę zauważyć - dobrze jest czasem wyjechać do Azji. Choćby na 3 tygodnie...

Tekst: Dawid "Tahir" Wacławczyk

Foto: Marcin Kazubski, Dawid Wacławczyk

No comments yet.

Sorry, the comment form is closed at this time.

Decydując się na korzystanie ze strony www.nam-raciborz.pl w jakiejkolwiek sposób (publikowanie opinii, komentarzy, zdjęć oraz innych materiałów) godzą się Państwo z poniższym regulaminem:

  • Zabronione jest publikowanie treści wulgarnych, obraźliwych, nawołujących do przemocy, nacjonalizmu, propagujących faszyzm i inne zabronione ideologie.
  • Zabronione jest publikowanie treści noszących znamiona agitacji politycznej bądź komercyjnej reklamy.
  • Zastrzegamy prawo do cenzury bądź wymazywania wszelkich materiałów tekstowych i graficznych zawierających wyżej wymienione elementy. Zastrzegamy prawo do cenzury bądź wymazania materiałów tekstowych i graficznych bez podania przyczyny.
  • Każdy komentarz, który łamie regulamin, mogą Państwo zgłosić naszemu administratorowi poprzez kontakt telefoniczny bądź mailowy. Po otrzymaniu zgłoszenia administrator niezwłocznie, najpóźniej w ciągu 48 godzin roboczych, indywidualnie podejmuje decyzję o ewentualnym ocenzurowaniu bądź wymazaniu wypowiedzi. Podczas dodawania materiałów tekstowych i graficznych nasz system rejestruje numer IP komputera, z którego nadana została wiadomość. Numer ten w żadnym wypadku nie będzie publikowany, może być jednak przekazany organom ścigania jeśli te zwrócą się do nas w tej sprawie.
  • Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Każdą wypowiedź, która narusza prawa osób trzecich mogą Państwo zgłosić naszemu administratorowi poprzez kontakt telefoniczny bądź mailowy. Po otrzymaniu zgłoszenia administrator niezwłocznie, najpóźniej w ciągu 48 godzin roboczych, indywidualnie podejmuje decyzję o ewentualnym ocenzurowaniu bądź wymazaniu wypowiedzi. Podczas dodawania wypowiedzi nasz system rejestruje numer IP komputera, z którego nadana została wiadomość. Numer ten w żadnym wypadku nie będzie publikowany, może być jednak przekazany organom ścigania jeśli te zwrócą się do nas w tej sprawie.
  • RSS Nasze Miasto dokłada wszelkich starań, by nie naruszyć praw autorskich majątkowych bądź osobistych innych osób. W razie gdyby naruszenia takie pojawiły się na stronie www.nam-raciborz.pl, w treści publikowanych materiałów bądź zdjęć, albo też zostały zawarte w komentarzach czytelników, prosimy o natychmiastowe powiadomienie poprzez e-mail: kontakt@nam-raciborz.pl